Marek Kacaliński od ponad 25 lat patrzy na fryzjerstwo z dwóch perspektyw, praktyka pracującego z klientami i edukatora szkolącego profesjonalistów. Dziś, jako dyrektor kreatywny w strukturach edukacji Peng Partners, mówi o tym, czego naprawdę warto uczyć współczesnych fryzjerów i jak rozwijać własny styl.
Od szkolenia do salonu. Jak skutecznie uczyć fryzjerów?
Dobre szkolenie zaczyna się od słuchania i zrozumienia, z czym uczestnicy przychodzą i co chcą później wykorzystać w salonie. Nie chodzi o to, żeby edukator miał wszystkie odpowiedzi. Szkolenie postrzegam bardziej jako wspólne rozwiązywanie problemów niż jednostronne przekazywanie wiedzy. Każdy fryzjer ma inne doświadczenie, klientów i potrzeby, dlatego zamiast gotowej recepty wolę pokazywać sposób myślenia, który można później wykorzystać samodzielnie. Prawdziwym sprawdzianem szkolenia jest to, co uczestnik potrafi zrobić po powrocie do salonu.
Jak zaplanować własną ścieżkę rozwoju?
Nie da się być naprawdę dobrym we wszystkim jednocześnie. Warto znaleźć dwa, może trzy obszary, które chcemy rozwijać głębiej. Jednocześnie coraz mocniej widzę, że rozwój fryzjera nie zaczyna się od techniki, ale od konsultacji. To wtedy klient decyduje, czy może nam zaufać. Sposób rozmowy, zadawania pytań i przedstawiania propozycji mówi o naszym poziomie często równie dużo jak wykonanie.
Od techniki do własnego stylu?
Trudno mówić o własnym stylu bez technicznych podstaw. Lubię porównanie do malarstwa, każdy malarz musi najpierw nauczyć się postawić kreskę. Dopiero później może zdecydować, co będzie ona dla niego oznaczać. Podobnie jest we fryzjerstwie. Kiedy dobrze rozumiemy technikę, możemy świadomie ją łamać i budować coś własnego.
Gdzie szukać inspiracji?
Niekoniecznie tylko we fryzurach. Street art uczy proporcji, rzeźba myślenia o bryle, a architektura, fotografia czy czarno-białe kino pozwalają inaczej patrzeć na kształt i światło. Inspiracją może być też ulica, obserwowanie ludzi, zanim to, co noszą, zostanie nazwane trendem.
Jak zmienia się rola produktu profesjonalnego?
Produkt nie jest już tylko dodatkiem do stylizacji. Może skrócić czas suszenia, ułatwić budowanie tekstury czy przyspieszyć wykończenie fryzury. Dlatego warto patrzeć nie tylko na to, co robi z włosami, ale również z naszym czasem. Nie chodzi też o używanie jak największej liczby kosmetyków, lecz o rozumienie, co konkretny produkt robi i jak go wykorzystać. Ostatecznie nie liczy się, ile produktu znajduje się na włosach, ale czy wiemy, po co go tam nakładamy.






























