Marek Kacaliński – technika to dopiero początek

189
Marek Kacaliński
Marek Kacaliński

Marek Kacaliński od ponad 25 lat patrzy na fryzjerstwo z dwóch perspektyw, praktyka pracującego z klientami i edukatora szkolącego profesjonalistów. Dziś, jako dyrektor kreatywny w strukturach edukacji Peng Partners, mówi o tym, czego naprawdę warto uczyć współczesnych fryzjerów, jak rozwijać własny styl i dlaczego dobra technika to dopiero początek.

Od szkolenia do salonu. Jak skutecznie uczyć fryzjerów?

Dobre szkolenie zaczyna się, moim zdaniem, jeszcze zanim edukator zacznie mówić. Zaczyna się od słuchania. Od próby zrozumienia, z czym naprawdę przychodzą uczestnicy i co chcieliby zabrać ze sobą z sali szkoleniowej do własnego salonu.

Łatwo wejść w rolę osoby, która ma wszystkie odpowiedzi. Trudniej zostawić sobie przestrzeń na rozmowę. Kiedy edukator pojawia się na sali z mocno zaznaczonym ego, grupa bardzo szybko to wyczuwa. Wtedy zamiast wymiany doświadczeń może pojawić się niepotrzebna rywalizacja. A kiedy ludzie przestają zadawać pytania, trudno mówić o prawdziwej nauce.

Dlatego szkolenie postrzegam bardziej jako wspólne rozwiązywanie problemu niż jednostronne przekazywanie wiedzy. Edukator nie musi mieć odpowiedzi na każde pytanie. Jego rolą jest również pomóc uczestnikowi właściwie nazwać to, co sprawia mu trudność. Czasami najważniejszą częścią szkolenia nie jest sama odpowiedź, ale dojście do właściwego pytania.

Każdy fryzjer przychodzi przecież z innym doświadczeniem, innymi klientami i innymi problemami. Dlatego zamiast dawać jedną gotową receptę, wolę pokazywać sposób myślenia, który można później wykorzystać samodzielnie.

Dla mnie dobrym sprawdzianem szkolenia jest właśnie ten moment, kiedy uczestnik wraca do salonu. Jeżeli ma tylko efekt, który zobaczył na główce szkoleniowej, niewiele z tego wynika. Jeżeli ma narzędzie, dzięki któremu potrafi sam dojść do podobnego rozwiązania, wtedy szkolenie zaczyna naprawdę pracować.

Jak zbudować w salonie kulturę rozwoju?

Nie wierzę w jeden model, który można z powodzeniem zastosować w każdym salonie. Każdy zespół ma inną dynamikę, inne ambicje i innych ludzi. W jednym miejscu rozwój może napędzać zdrowa konkurencja. W innym zespół będzie naturalnie podążał za właścicielem albo najbardziej doświadczoną osobą. Oba modele mogą działać, jeżeli są świadomie budowane.

Największym wyzwaniem jest chyba próba stworzenia jednej ścieżki dla wszystkich. Fryzjerstwo jest zawodem bardzo indywidualnym, dlatego czasami więcej daje rozmowa o tym, czego konkretna osoba naprawdę chce się nauczyć, niż kolejny wspólny plan szkoleniowy.

Być może właśnie od tego warto zacząć. Nie od pytania jak rozwijać cały zespół, ale czego potrzebuje dziś konkretny człowiek?

Jak zaplanować własną ścieżkę rozwoju we fryzjerstwie?

Dla mnie punktem wyjścia jest wybór kierunku. Nie da się być naprawdę dobrym we wszystkim jednocześnie. W praktyce warto znaleźć dwa, może trzy obszary, które chcemy rozwijać głębiej. U mnie były to cięcie i kolor, a z czasem doszła do tego edukacja. To trzy różne obszary i każdy z nich wymaga dużej ilości pracy. Łączy je jednak codzienność salonu.

Z czasem coraz mocniej widzę, że ścieżka rozwoju fryzjera nie zaczyna się wcale od techniki. Zaczyna się wcześniej, przy konsultacji. To właśnie wtedy klient podejmuje pierwszą decyzję, czy może nam zaufać. Sposób, w jaki rozmawiamy przy fotelu, jak zadajemy pytania i jak tłumaczymy swoje propozycje, mówi o naszym poziomie często równie dużo jak samo wykonanie.

To też jedna z tych części zawodu, których trudno nauczyć się wyłącznie samemu. Dlatego na szkoleniach coraz więcej miejsca poświęcam nie tylko technice, ale również temu, jak funkcjonuje cały proces w salonie. Bo nawet bardzo dobra technika może pozostać niezauważona, jeżeli nie potrafimy jej właściwie przedstawić i przełożyć na potrzeby klienta.

Druga rzecz to umiejętność uczenia samego siebie. Zanim wybierzemy kolejne szkolenie, dobrze byłoby odpowiedzieć sobie na kilka prostych pytań. Co naprawdę lubię robić? Czego nie lubię? W czym chcę być lepszy? I przede wszystkim, jak chcę pracować za kilka lat?

Rozwój nie musi zresztą odbywać się wyłącznie na sali szkoleniowej. Czasami więcej inspiracji daje bilet do europejskiego miasta, godzina spędzona przy Duomo w Mediolanie i obserwowanie ludzi. Tego, jak się ubierają, jak się poruszają, jakie mają fryzury. To jest trend ulicy, zanim ktoś zdąży go nazwać trendem. Podobnie działa sztuka. Muzeum odwiedzone osobiście zostawia zupełnie inne doświadczenie niż obraz przewinięty przez telefon.

Od techniki do własnego stylu

Trudno mówić o własnym stylu bez technicznych podstaw. Styl potrzebuje warsztatu, na którym może się oprzeć. Lubię porównanie do malarstwa. Każdy malarz musi najpierw nauczyć się postawić kreskę. Dopiero później może zdecydować, co ta kreska będzie dla niego oznaczać.

Podobnie jest we fryzjerstwie. Technika daje nam możliwości. Dopiero kiedy zaczynamy ją dobrze rozumieć, możemy świadomie ją łamać, zmieniać i budować na niej coś własnego.

W tym sensie własny styl nie jest przeciwieństwem techniki. Jest raczej kolejnym etapem jej poznawania.

Dobra konsultacja to początek dobrej fryzury

Konsultacja jest dla mnie początkiem całego procesu. Nie tylko samej fryzury, ale również relacji z klientem. W końcu pracujemy nad czymś bardzo osobistym, nad wizerunkiem człowieka. To duża odpowiedzialność. Dlatego coraz częściej myślę o konsultacji jako o najważniejszej części usługi. Technika pojawia się chwilę później i ma przede wszystkim pokazać, że dobrze zrozumieliśmy człowieka, który usiadł na naszym fotelu.

Efekt jest dobry nie wtedy, kiedy fryzjer zrealizował swój pomysł, ale wtedy, kiedy klient może zobaczyć w nim siebie. Być może właśnie to jest jedna z najtrudniejszych rzeczy w tym zawodzie, nauczyć się tworzyć dla drugiej osoby, a nie tylko pokazywać własne możliwości.

Jak przełożyć światowe trendy na realną ofertę salonu?

Trend traktuję bardziej jako kierunek niż gotowy wzór. Nie wszystko, co pojawia się na największych scenach świata, będzie miało sens w każdym salonie. Warto więc patrzeć na trendy szerzej i zastanawiać się, co z danego kierunku można przełożyć na własnych klientów. Praktycznie sprowadza się to do prostego pytania: co z tego, co dziś obserwuję, mogę realnie zaproponować swoim klientom i dobrze wykonać na ich włosach?

Z obecnych kierunków szczególnie ciekawy wydaje mi się temat objętości. Nie dlatego, że trzeba za nim podążać za wszelką cenę, ale dlatego, że daje sporo możliwości przełożenia światowych tendencji na codzienną pracę salonu.

Czego światowe akademie mogą nauczyć współczesnego fryzjera?

Poza techniką, sposobu myślenia. Każda akademia ma własną filozofię cięcia, koloru czy pracy z klientem. I właśnie ta różnorodność jest bardzo cenna. Jednocześnie, obserwując różne szkoły, można zauważyć kilka wspólnych elementów: jakość, szacunek do podstaw i ogromne znaczenie relacji z klientem.

Dla mnie szczególnie ważne jest jeszcze jedno, świadomość roli fryzjera. To zawód, który ma większy wpływ na człowieka, niż czasami sami sobie uświadamiamy. Fryzura potrafi zmienić sposób, w jaki ktoś patrzy na siebie. Tego trudno nauczyć się wyłącznie z filmu.

Które zasady mają znaczenie w 2026 roku?

Mam wrażenie, że dziś coraz bardziej wracamy do rzeczy, które wcale nie są nowe. Jedną z nich jest zasada powoli, a będzie szybciej. Wizyta klienta nie powinna być traktowana jako pojedyncza transakcja. Jeżeli chcemy budować relację na lata, warto dać sobie czas na rozmowę i dobre rozpoznanie potrzeb. I tutaj znowu wracamy do konsultacji. Technologia się zmienia, produkty się zmieniają, trendy się zmieniają. Potrzeba dobrego zrozumienia człowieka pozostaje.

Czy kreatywności można się nauczyć?

Są różne podejścia do tego tematu. Mnie bliżej do myślenia, że każdy człowiek ma w sobie pewien rodzaj kreatywności, tylko nie każdy rozwija ją w ten sam sposób. Sama kreatywność nie wystarcza jednak do stworzenia czegokolwiek. Potrzebna jest jeszcze produktywność, gotowość do robienia, sprawdzania i popełniania błędów.

Rozjaśnianie, strzyżenie główek, praca z klientami, obserwowanie innych fryzjerów, testowanie produktów, sprawdzanie na własnych włosach tego, co zobaczyliśmy na Instagramie, pisanie, tworzenie.

Z tej ilości doświadczeń zaczyna później powstawać własny sposób patrzenia. Może więc kreatywność nie zawsze jest początkiem. Czasami jest efektem tego, jak dużo rzeczy pozwoliliśmy sobie zrobić.

Jak rozwijać oko, proporcje, wyobraźnię? Gdzie szukać inspiracji?

Dobre oko i rozumienie proporcji są dla mnie ważniejsze niż wyobraźnia rozumiana jako pewnego rodzaju wrodzony talent. A oko można trenować. Co ciekawe, niekoniecznie patrząc na fryzury.

Street art pokazuje, jak można budować proporcje na ogromnych powierzchniach. Rzeźba jest jeszcze bliższa fryzjerstwu. Pracujemy przecież na bryle, często coś odejmujemy, szukamy właściwej formy. Do tego dochodzą muzea, architektura, ulica, fotografia czy czarno-białe kino. Kiedy znika kolor, zaczynamy mocniej zauważać kształt, światło i proporcję. A to są rzeczy, które później możemy zobaczyć również przy fotelu.

Jak zmienia się rola produktu profesjonalnego w pracy współczesnego fryzjera?

Produkt przestał być dla mnie tylko dodatkiem do stylizacji. Technologia produktowa bardzo mocno się rozwinęła i dziś dobry produkt może realnie zmienić sposób pracy. Może skrócić czas suszenia, ułatwić budowanie tekstury czy ograniczyć czas potrzebny na wykończenie fryzury. To nie są już tylko kwestie efektu. To również kwestia organizacji pracy salonu. Dobrym przykładem jest SAIL od R+Co, który pozwala budować strukturę i lekkie fale już na etapie aplikacji.

I właśnie w tym kierunku warto chyba patrzeć na produkty nie tylko przez pryzmat tego, co robią z włosami, ale również tego, co robią z naszym czasem.

Kiedy łączenie kosmetyków daje fryzjerowi większe możliwości?

Przede wszystkim wtedy, kiedy dobrze znamy produkty, z którymi pracujemy. Nie chodzi o to, żeby mieć ich jak najwięcej. Ważniejsze jest rozumienie, co konkretny produkt robi, jak reaguje na włosy i z czym może dobrze współpracować. Im lepiej znamy swoje narzędzia, tym mniej przypadkowości pojawia się w pracy. W pewnym momencie przestajemy po prostu nakładać produkt i zaczynamy świadomie budować efekt.

Nowoczesna stylizacja: mniej produktu, więcej wiedzy?

Nie jestem przekonany, że chodzi dziś o mniej produktu. Powiedziałbym raczej więcej świadomego używania produktu. Nowoczesne formuły są często lżejsze i pozwalają łączyć kilka produktów bez efektu przeciążenia włosów. To daje fryzjerowi większe możliwości, ale jednocześnie wymaga większej wiedzy.

Dlatego dla mnie te dwie rzeczy powinny iść razem, znajomość produktu i umiejętność jego wykorzystania. Bo ostatecznie nie chodzi o to, ile produktu znajduje się na włosach. Chodzi o to, czy wiemy, po co go tam nakładamy.

Marek Kacaliński, fryzjer, edukator i dyrektor kreatywny w strukturach edukacji Peng Partners. Z branżą związany od 1999 roku, od 17 lat szkoli profesjonalistów. Doświadczenie zdobywał m.in. w akademiach Sassoon, HOB Salons, TONI&GUY, Blue Tit i Sanrizz oraz we współpracy z takimi postaciami światowego fryzjerstwa jak Tim Hartley, Joseph DiMaggio czy Tom Smith. Ukończył kilkanaście programów Train the Trainer. W Peng Partners odpowiada za rozwój kierunku kreatywnego edukacji, łącząc doświadczenie fryzjera, edukatora z praktyką właściciela warszawskiego salonu.

@decibelhair_poland
@peng_partners_poland
@randco_poland